• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Skarb Kibica 11/12
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum

Power ranking – piąty tydzień

sty29
2012
Dodaj komentarz lorak

1. (1.) Bulls 2-1 (wygrane z Nets oraz Bucks; przegrana z Pacers), 17-4 w sezonie

Po pierwszej porażce Byków u siebie radość zwycięzców (podobno w szatni gracze Pacers świętowali jakby zdobyli tytuł) tak mocno poirytowała Rose’a, że powiedział, iż nigdy tego nie zapomni i już nie może się doczekać kiedy znowu zagra przeciw Indianie. Tak więc czekamy i my na wielki mecz Derricka 5 marca, ale póki co przed Chicago 9 spotkań z rzędu na wyjeździe. Pierwsze już za kilka godzin w Miami.

2. (2.) Heat 3-1 (wygrane z Cavs, Pistons oraz Knicks; porażka z Bucks), 14-5 w sezonie

Mimo że bez niego mają bilans 8-1, to powrót Wade’a cieszy, szczególnie że od razu pokazał się ze znakomitej strony: 28 punktów (65 TS%), 5 przechwytów i tylko jedna strata przeciw NYK. Ciągle żywym jest jednak pytanie o to, czy LeBron jest clutch. Z jednej strony w tym tygodniu miał tylko 3 punkty (1/4FG) w czwartej kwarcie vs Milwaukee, a z drugiej vs Detroit 3 asysty i 10 punktów – w tym 6/6FT w ciągu ostatniej półtora minuty po tym jak Pistons objęli trzypunktowe prowadzenie.

3. (3.) Thunder 3-0 (wygrane z Pistons, Hornets oraz Warriors), 16-3 w sezonie

Oklahomie brakuje już tylko jednego zwycięstwa, aby wyrównać najlepszy start w historii klubu ustanowiony w sezonie 2004/05 (ktoś w ogóle pamięta tą bardzo niedocenianą drużynę, której liderem był Ray Allen?). Jeśli Durant będzie grał jak do tej pory (np. 15 punktów w czwartej kwarcie vs GSW), to nie powinno stanowić problemu.

4. (5.) 76ers 3-1 (wygrane z Wizards, Bobcats oraz Detroit; porażka z Nets), 14-6 w sezonie

Ile znaczy dla Philadelphii będący w niesamowitej formie w tym sezonie Hawes? Bilans 10-2 z nim i 4-4 bez mówi wszystko w tym temacie. Musi on wrócić czym prędzej, bo bez niego przez najbliższe dwa tygodnie 76ers mogą nic nie wygrać jako że zmierzą się kolejno z: Orlando, Chicago, Miami, Atlantą, LAL, San Antonio oraz LAC.

5. (10.) Nuggets 2-0 (wygrane z Kings i Raptors), 14-5 w sezonie

Po słabiutkim meczu z 76ers, gdy zdobył tylko 3 punkty, Gallinari gra fantastycznie i notuje średnio 25,5 PPG w czterech ostatnich spotkaniach. Ale nawet przy takiej jego formie Nuggets będą potrzebować Lawsona w pełni sił (z powodu kontuzji kostki vs Kings grał tylko 15 minut, a przeciw Tornto w ogóle nie wystąpił), gdyż przed nimi bardzo ciężki tydzień: 5 meczów z mocnymi drużynami.

6. (4.) Clippers 2-1 (wygrane z Raptors i Grizzlies; porażka z Lakers), 10-6 w sezonie

Mo Williams w cieniu gwiazd Clippers rozgrywa świetny sezon jako rezerwowy. Ma już pięć spotkań z rzędu z co najmniej 16 punktami (w tym trzy z 25 lub więcej) i to w sporej mierze dzięki jego bardzo dobrej czwartej kwarcie (9 punktów) LAC wygrali zacięty mecz z Memphis.


7. (7.) Spurs 2-1 (wygrali z Hornets i Hawks; przegrali z Wolves), 12-8 w sezonie

Przeciw NOH mogliśmy zobaczyć Duncana jak z dawnych lat. W samych ostatnich sześciu minutach czwartej kwarty zdobył 8 punktów (28 w całym meczu), w tym trafił game winnera, dzięki czemu Spurs wygrali pierwszy raz na wyjeździe z drużyną zachodniej konferencji.

8. (11.) Mavs 2-1 (wygrane z Suns i Jazz; porażka z Wolves), 12-8 w sezonie

Dirk nie gra, ale nie przeszkadza mu to w mówieniu takich rzeczy: I haven’t seen one team in the West that I’m scared of, I really haven’t. I think we can compete with all of them. Oklahoma City has probably the best record, but I think we’ve played them well every time we’ve seen them and everybody else has been up and down. To się nazywa mistrzowska pewność siebie.

9. (15.) Hawks 2-1 (wygrane z Bucks oraz Pistons; porażka ze Spurs), 14-6 w sezonie

Kirk Hinrich już w drugim meczu po powrocie pokazał się z dobrej strony notując 9 asyst, gdy dostał więcej czasu w miejsce kontuzjowanego Teague’a (kostka). Ale w tym spotkaniu Atlantę do zwycięstwa poprowadził będący clutch JJ, który w czwartej kwarcie zdobył 10 punktów (w tym dająca dogrywkę trójka), a kolejnych 5 dorzucił w dodatkowym czasie gry.

10. (9.) Jazz 1-2 (wygrana z Kings; porażki z Raptors i Mavs), 11-7 w sezonie

Słabszy tydzień, ale przegraną z Toronto można wytłumaczyć absencją Jeffersona. Wprawdzie brak zwycięstwa nad poważnie osłabionymi Mavs czy nieznaczna wygrana z Sacramento mogą niepokoić, to jednak Jazz cały czas są bardzo pozytywną niespodzianką tego sezonu. Jeśli utrzymają taki bilans do końca, to Corbin będzie walczył o nagrodę dla najlepszego trenera i byłoby dość ciekawie, gdyby ją zdobył, ponieważ Sloan podczas całej swojej kariery nie był ani razu wybrany COTY.


11. (12.) Blazers 3-1 (wygrane z Kings, Grizzlies oraz Suns; porażka z Warriors), 12-8 w sezonie

O tym, że Wallace to całkiem inny zawodnik w Portland niż na wyjeździe już pisaliśmy. Podobnie jest niestety z całą drużyną, która ma bilans 9-1 u siebie i tylko 3-7 w innych halach.

12. (8.) Lakers 1-2 (wygrana z Clippers; porażki z Pacers i Bucks), 11-9 w sezonie

Kobe zagrał bardzo dobrze w czwartej kwarcie przeciw LAC zdobywając 12 punktów (3/7 FG, 5/7 FT) dzięki czemu LAL odnieśli zwycięstwo. Niestety w końcówkach przeciw wschodnim drużynom Bryant zawiódł: vs Milwaukee miał 2/9 FG, a przeciw Indianie 1/6 FG.

13. (23.) Celtics 4-0 (wygrane z Wizards, Magic x2 i Pacers), 9-9 w sezonie

Jednym takim tygodniem Boston całkowicie zmienił to, jak należy oceniać tą drużynę. W pierwszym meczu przeciw Orlando wyrównali klubowy rekord najmniejszej ilości straconych punktów, a jednocześnie ustanowili nowy (od czasu wprowadzenia zegara) pozwalając Magic na tylko 20 punktów w połowie. W drugim z kolei odrobili ogromną stratę (27 punktów!). A wszystko to bez Allena i Rondo, za to z fantastycznie spisującym się Piercem, który w tych czterech meczach miał średnio 26,3 PPG (61,2 TS%), 7,3 RPG, 8,8 APG oraz 2 SPG.

14. (6.) Magic 1-3 (wygrana z Pacers; porażki z Celtics x2 oraz Hornets), 12-7 w sezonie

Zaledwie 56 zdobytych punktów (najmniej w historii Orlando) w Bostonie można by jeszcze jakoś przeboleć. Ale 67 w Nowym Orleanie?! To zresztą nie koniec żenady w wykonaniu Magic. W drugim meczu przeciw Celtics roztrwonili 27 punktów przewagi i znowu całkiem zniknęli w drugiej połowie. Cztery mecze w pięć dni są pewnym usprawiedliwieniem, ale i tak nie dziwi frustracja Dwighta, który zaczął krytykować swoich kolegów z drużyny.

15. (17.) Pacers 2-2 (wygrane z Lakers i Bulls; porażki z Magic i Celtics), 12-6 w sezonie

Myślałem, że jeśli Indiana wygra z LAL i Chicago to sprawa stanie się jasna i będzie można tą drużynę uznać za jedną z najlepszych w NBA. Ale jednocześnie przyszły porażki z tak sobie ostatnio grającymi Magic i osłabionymi Celtics. Tak więc sceptycyzm w ocenie siły Pacers jest nadal wskazany.

16. (13.) Rockets 3-1 (wygrane z Wolves, Wizards oraz Knicks; porażka z Bucks), 12-8 w sezonie

Houston nie udało się zostać pierwszą w tym sezonie drużyną, która wygra 8 spotkań z rzędu. Ich serię siedmiu zwycięstw przerwała niespodziewana porażka u siebie z Bucks. Z ciekawostek: w czwartej kwarcie meczu z Minnesotą Kevin Martin grał jako PF.

17. (16.)Timberwolves 2-1 (wygrane z Mavs i Spurs; porażka z Rockets), 9-10 w sezonie

Po raz pierwszy od 1999/00 Minnesota wygrała wszystkie mecze w sezonie przeciw San Antonio. Spory w tym udział miał Rubio, który w czwartej kwarcie zdobył 9 punktów (któryż to już raz najlepiej gra on w decydujących momentach?). Największe wrażenie robiła jednak defensywa Wolves, która w ostatnich siedmiu minutach tego meczu pozwoliła Spurs trafić tylko jeden rzut z gry.

18. (14.) Grizzlies 1-3 (wygrana z Warriors; porażki z Blazers, Clippers oraz Suns), 10-9 w sezonie

Cztery mecze na wyjeździe w ciągu sześciu dni, więc taki bilans nie dziwi. Spotkanie przeciw Phoenix był pierwszą przegraną Memphis z drużyną poniżej 50% wygranych, ale Marc Gasol w bezpośrednim pojedynku pokazał, że bardziej niż Gortat zasługuje na bycie rezerwowym centrem zachodu.

19. (19.) Bucks 3-2 (wygrane z Heat, Rockets oraz Lakers; porażki z Hawks i Bulls), 8-11 w sezonie

Mimo że Bucks stracili Boguta już w pierwszej kwarcie meczu przeciw Houston, to odrobili 12 punktów straty i wygrali to spotkanie. Jednak na dłuższą metę (a Australijczyk może opuścić nawet resztę sezonu) nie dadzą rady bez niego i dlatego mimo że ostatnio złapali wiatr w żagle (bilans 4-2), to wyżej w rankingu być nie mogą.

20. (22.) Warriors 1-2 (wygrana z Blazers; porażki z Grizzlies i Thunder), 6-12 w sezonie

Tragiczna czwarta kwarta przeciw Memphis: GSW stracili w niej 39 punktów (z czego 16 po kontrach i 10 z ponowienia akcji), a Ellis z Currym zaliczyli aż 6 strat. Dwa dni później z Portland obydwaj zagrali znacznie lepiej i trener Jackson nie krył zachwytu szczególnie nad Stephenem, który świetnie spisał się jako rozgrywający.

21. (26.) Nets 3-1 (wygrane z Bobcats, 76ers oraz Cavs; porażka z Bulls), 7-13 w sezonie

Deron w końcu zaczął zdobywać punkty w dużych ilościach (24 PPG w minionym tygodniu) i przy świetnej efektywności (58,0 TS%), co od razu przełożyło się na zwycięstwa. Szczególnie imponował w Philadelphii, gdy w czwartej kwarcie i dogrywce zdobył 17 punktów, w tym trójka przełamująca remis na niecałe 30 sekund do końca meczu.

22. (25.) Raptors 2-2 (wygrane z Suns i Jazz; porażki z Clippers i Nuggets), 6-14 w sezonie

Bargnani wraca i znowu się kontuzjuje, a bez niego Toronto przegrywa. Póki co bilans z nim to 6-7, a bez 0-7. Naprawdę szkoda jego urazów, bo rozgrywa bardzo dobry sezon i z nim udało się nawet Raptors po raz pierwszy od 2009 wygrać back to back mecze na wyjeździe. Odkąd trafił do pierwszej piątki to dobrze gra też James Johnson, który szczególnie robi furorę w świecie roto fantasty, gdyż jako starter notuje 11,7 PPG, 4,7 RPG, 1,5 SPG oraz 2,3 BPG przy tylko 1,3 TPG.

23. (18.) Suns 1-3 (wygrana z Grizzlies; porażki z Mavs, Raptors oraz Blazers), 7-12 w sezonie

Nashowi brakuje już tylko ośmiu asyst by zostać najlepiej podającym w historii klubu z Arizony. Pierwsze miejsce zajmuje jeszcze póki co niezapomniany Kevin Johnson (6518). Zamiast jednak takich rekordów przydałoby się więcej zwycięstw, a w tym na pewno pomogłoby utrzymanie na dłużej takiej dyspozycji, jaką Dudley pokazał dziś w nocy. Gdy bowiem zdobywa on co najmniej 15 punktów, to Suns mają bilans 4-1.

24. (21.) Kings 0-3 (porażki z Blazers, Nuggets i Jazz), 6-14 w sezonie

Od kontuzji Thorntona (opuści do dwóch tygodni) przeciw Memphis zaczęły się poważne kłopoty i bolesne porażki: -33, -12 oraz -29. Z Utah byli już blisko zwycięstwa, ale na 6 sekund przed końcem Fredette zaliczył air balla i było po meczu.

25. (20.) Cavaliers 1-2 (wygrana z Knicks; porażki z Heat oraz Nets), 7-11 w sezonie

Jedyne zwycięstwo w tym tygodniu było jednocześnie dziewiątą wygraną z rzędu Cavs nad NYK w Quicken Loans Arena. Z innymi drużynami nie idzie im jednak tak dobrze (w ostatnich meczach mają bilans 1-5) i trudno będzie im osiągnąć to, o czym ostatnio mówił Varejao, czyli wygrać tyle spotkań, by awansować do playoffs.

26. (24.) Knicks 1-3 (wygrana z Bobcats; porażki z Cavs, Heat i Rockets), 7-13 w sezonie

Jak słabi są Knicks? Tak bardzo, że w ostatnich dziesięciu meczach mają bilans 1-9 i ogółem tyle samo zwycięstw co Nets, Cavs i Suns, a ich najlepszym zawodnikiem jest Tyson Chandler. Czy D’Antoni zostanie zwolniony jeszcze przed ASG?

27. (30.) Hornets 1-2 (wygrana z Magic; porażki ze Spurs i Thunder), 4-15 w sezonie

W komentarzach pod zeszłotygodniowym rankingiem miał rację Ely3 mówiąc, że dałem NOH za nisko. Wprawdzie przegrywają (mieli już 9 porażek z rzędu), ale na ogół z dobrymi drużynami i to nieznacznie: -2 z SAS, -2 z Mavs, -2 po dogrywce z Rockets, -6 z Grizzlies, -7 z Blazers czy dwa razy -10 z Thunder. Brakuje im po prostu jakiegoś go to guy’a i dopóki Gordon nie wróci, to kogoś takiego mieć nie będą.

28. (27.) Pistons 0-4 (przegrane z Thunder, Heat, Hawks oraz 76ers), 4-13 w sezonie

Było bardzo blisko wygranej z Atlantą, ale dwa szkolne błędy w ostatnich 40 sekundach czwartej kwarty (zostawienie wolnego Williamsa, który trafił trójkę oraz złe podanie Stuckey’a) pozwoliły Hawks doprowadzić do dogrywki, w której już przejęli kontrolę nad meczem. Przeciw Miami też było blisko zwycięstwa i w końcu przebudził się Daye zdobywając 28 punktów (4/8 za 3).

29. (30.) Wizards 2-3 (wygrane z Bobcats x2; porażki z Celtics, 76ers oraz Rocets), 4-16 w sezonie

Przegrana z 76ers i bilans 2-15 to było wystarczająco dla kierownictwa Wizards, więc zwolniono trenera Saundersa. Póki co jego następca może poszczycić się dodatnim bilansem, ale to jednak nie sztuka wygrywać z Charlotte. Wittman nie jest za dobrym trenerem (nigdy jego drużyna nie wygrała chociaż 40% meczów), więc też nie należy zbyt wiele oczekiwać po tej zmianie.

30. (28.) Bobcats 0-5 (porażki z Nets, Knicks, Wizards x2 oraz 76ers), 3-18 w sezonie

Seria ośmiu porażek i ogółem najmniej zwycięstw w lidze sprawiają, że Charlotte wędruje na ostatnie miejsce w naszym rankingu. Jedynym pozytywnym akcentem tego tygodnia jest pierwsze w karierze triple-double Kemby – 20 punktów, 10 zbiórek i 11 asyst przeciw Wizards.


Kategoria: NBA 11/12, Power Ranking - Tagi: NBA, power ranking

Jak pokonać Oklahoma City Thunder

sty28
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

Niedawno pisałem krótką analizę o tym jak pokonać Miami Heat. Wczorajszy mecz Golden State Warriors zainspirował mnie do napisania podobnego wpisu, w którym rozpracuję inną ekipę, której bilans nie napawa przeciwników optymizmem – Oklahoma City Thunder.

Chociaż zawodnicy z San Francisco przegrali wyraźnie z drużyną Grzmotu, wynik zupełnie nie odzwierciedla przebiegu spotkania, które było niezwykle zacięte i dopiero kilka błędów w końcówce czwartej kwarty zdecydowało o wygranej gości. Gospodarze, którzy w walce przeciwko Kevinowi Durantowi i jego partnerom wyglądali jak Adamek przy Kliczce, pokazali ogromnego ducha walki i uwypuklili kilka poważnych braków jednego z głównych kandydatów do tegorocznego mistrzostwa NBA.

1.    Thunder mają tendencję do nieuważnej gry w ataku i tracą ogromną ilość piłek.

Ogromną siłą młodych gwiazd z Oklahoma City jest gra w kontrataku. Potrafią być pod tym względem równie efektowni jak Miami Heat, ale nie zawsze potrafią być równie efektywni. Thunder często podejmują błędne decyzje przy próbach szybkiego przejścia do ataku (nie posiadam dokładnych statystyk z bieżącego sezonu, ale w poprzednich rozgrywkach Thunder byli dopiero 17 w kategorii punktów zdobytych po przechwytach, a z mojej obserwacji wynika, że niewiele w tym roku poprawili się w tym względzie). Ich gorąca krew ujawnia się też często w ataku pozycyjnym, przez co są oni trzecią najczęściej tracącą posiadania drużyną w NBA w tym sezonie (za Pistons i Knicks). Jednocześnie są dopiero na 23 miejscu jeżeli chodzi o wymuszanie strat, przez co nieczęsto mają okazję wykorzystać ogromne umiejętności Duranta, Westbrooka i przede wszystkim Hardena w grze z kontrataku.

Grając z Grzmotem, można liczyć na kilka dodatkowych posiadań, które należy wykorzystać, aby wygrać. Trzeba jednak uważać, bo koszykarze z Thunder (a w szczególności Russell Westbrook) znani są ze zdolności do blokowania tych, którzy za pewnie poczują się po przechwycie w obronie. Najlepiej kończyć akcje wsadem, bo inaczej można dostać się do top-10 i nie być z tego dumnym (czasami sama reputacja wystarcza do zepsucie nawet najłatwiejszego kontrataku, tak jak to się stało wczoraj w przypadku Stephena Curry’ego).

Straty są zdecydowanie najsłabszym punktem zespołu z Oklahoma City, co szczególnie było widać w meczu z Golden State Warriors. Gdyby nie to, że koszykarze z San Francisco równie lekkomyślnie oddawali posiadania gościom, wynik mógłby być zupełnie inny.

2.    Problemy z powrotem do obrony Kendricka Perkinsa.

Były gracz Boston Celtics podobno schudł przed tym sezonem aż 14,5kg. Niestety nie przełożyło się to na jego mobilność i Perk nadal zbiera się do powrotu do obrony jak lokomotywa z 30 wagonami. Przysparza to szczególnie dużo kłopotów w bronieniu kontrataków, kiedy to przeciwnicy mogą na ślepo podawać do biegnącego centra, bo na 90% Perkins będzie daleko za nim.

Perkins pozwolił wczoraj trochę poszaleć Davidowi Lee w ataku, a ten bezlitośnie wykorzystywał jego powolność. Ciężko przepchnąć Perka, ale zawsze można go przegonić.

3.    Gorsza obrona na półdystansie i dystansie.

Patrząc na ogólne statystyki, koszykarze z Oklahoma City prezentują się przyzwoicie w obronie, ale nie jest to ligowa czołówka. Zatrzymują swoich przeciwników średnio na 94,2 punktu w meczu, co jest minimalnie niższe od ligowej średniej. Jeżeli jednak porównamy to ze statystyką średniej ilości zdobywanych punktów, to okaże się, że Thunder są pod tym względem czwartą drużyną w lidze (ciekawe jest, że ponad połowa drużyn ma w tej statystyce wyniki ujemne). Jednym słowem – trudno jest wygrać z Grzmotem, bo rekompensuje błędy w obronie skutecznym atakiem i odwrotnie.

Koszykarze z Oklahoma City przejawiają tendencję do lekkiego przysypiania przy obronie graczy na półdystansie i dystansie. Wykorzystał to wczoraj pierwszoroczniak Klay Thompson, który miał swój dzień i popisał się kilkoma oldschoolowymi jumperami.

Jak widać na klipie, w większości akcji Thompson uwalniał się dzięki bardzo prostej zagrywce zwanej single-double (gracz, na którego grana jest akcja, ścina pod kosz a następnie wybiera czy uwolnić się korzystając z pojedynczej czy podwójnej zasłony). Prosta koszykówka, money.

Także obrona na obwodzie nie jest mocną stroną Thunder, szczególnie przy grze inside-out, kiedy muszą dobiegać do strzelców na dystansie. W meczu rozegranym 18 stycznia, to właśnie celne trójki pozwoliły Wizards dogonić Thunder w trzeciej kwarcie i ostatecznie sensacyjnie odprawić z kwitkiem drużynę z Oklahoma City.

(posłużyłem się statystykami z portalów Basketball-reference.com, Hoopdata.com i bloga Weak Side Awareness)


Kategoria: Thunder, Warriors - Tagi: thunder, warriors

Rookie Ranking vol.2

sty28
2012
Dodaj komentarz Kosi

Od pierwszego tekstu minęły już prawie trzy tygodnie, więc najwyższa pora na kolejną odsłonę mojego prywatnego rankingu debiutantów. Planowo ukazywać się miał co 2-3 tygodnie i teraz postaram się, żeby częściej było to 2 niż 3. Jak wiadomo śledząc NCAA, nie jest w stanie nadążyć za wszystkim w NBA, więc mile widziane uwagi czy wytykanie błędów (pod warunkiem, że będa sensownie uargumentowane). To do dzieła!

  1. Kyrie Irving – Cleveland Cavaliers
    Draft: #1 – 2011
    Pozycja: PG
    Statystyki: 28.1min, 17.6pkt, 3.4zb, 4.8as, 0.8prz, 3.3st
    Skuteczność: 50 FG%, 40 3P%, 81 FT%
    Poprzednia pozycja: 1

    Drugie notowania i ponownie Kyrie Irving na pierwszym miejscu. Rozgrywający Cavs gra nieco dłużej, zdobywa więcej punktów, a przy tym nie stracił na swojej skuteczności.  5 meczów z rzędu z co najmniej 20 zdobytymi punktami, czy ostatnio 32 punktowy występ, to tylko przykład możliwości tego gracza. Wprawdzie jak na typową jedynkę notuje zbyt mało asyst, ale mając takich partnerów w drużynie na pewno łatwo mu nie jest. Niezależnie od obrony dla mnie to wciąż on jest najlepszym debiutantem w tym sezonie.

  2. Ricky Rubio – Minnesota Timberwolves
    Draft: #5 – 2009
    Pozycja: PG
    Statystyki: 33.5min, 11.4pkt, 4.2zb, 8.8as, 2.4prz, 3.4st
    Skuteczność: 39 FG%, 36 3P%, 82 FT%
    Poprzednia pozycja: 2

    Ricky Rubio od początku sezonu swojemu konkurentowi depcze po piętach, a dzięki ostatnim występom w pierwszej piątce i dłuższe grze jego strata jest już coraz mniejsza. Rozgrywający Wolves na 19 rozegranych spotkań, w aż 8 miał double-double i jest to najlepszy wynik wśród wszystkich debiutantów, z których żaden nie zanotował 2 podobnych występów. Wraz ze wzrostem minut pogorszeniu uległa jego skuteczność, która coraz bardziej zaczyna przypominać tą z czasów gry w Europie. Z drugiej strony jednak zaczął wykorzystywać swoje atuty w defensywie i stąd znaczny wzrost przechwytów.

  3. MarShon Brooks – New Jersey Nets
    Draft: #25 – 2011
    Pozycja: SG
    Statystyki: 29.8min, 15.4pkt, 4.6zb, 1.6as, 1.1prz, 1.3st
    Skuteczność: 47 FG%, 36 3P%, 77 FT%
    Poprzednia pozycja: 3

    Gra dłużej, pewniej i efektywniej. Zdążył już na stałe wskoczyć do pierwszej piątki Nets i tylko kontuzja przeszkodziła mu w dalszym rozwoju. Jak wspominałem w poprzednim zestawieniu otrzymał szanse, którą coraz lepiej wykorzystuje. Druga sprawa, że skład New Jersey jest marny i konkurencji na swojej pozycji prawie nie ma, jednak i tak należy docenić, co wyprawia ten chłopak (drugi punktujący wśród debiutantów) wybrany dopiero pod koniec pierwszej rundy.

  4. Brandon Knight – Detroit Pistons
    Draft: #8 – 2011
    Pozycja: PG/SG
    Statystyki: 32.8min, 13.2pkt, 3.6zb, 3.5as, 0.8prz, 3st
    Skuteczność: 43 FG%, 39 3P%, 77 FT%
    Poprzednia pozycja: 9

    Wskoczył do pierwszej piątki i poprawił się niemal we wszystkich kategoriach statystycznych. Co jednak ważniejsze poprawa widoczna jest również na boisku. Podobnie jak w przypadku większości debiutantów można przyczepić się do słabych wyników drużyny, ale przy rozdawaniu nagrody nie będzie to brane pod uwagę i dlatego ja też nie zamierzam obniżać jego wartości przez słabsze wyniki drużyny. Brandon Knight jest wciąż bardzo młodym zawodnikiem i obecnie potrzebuje jak najwięcej minut, które otrzymuje w Pistons.

  5. Kemba Walker – Charlotte Bobcats
    Draft: #9 – 2011
    Pozycja: PG
    Statystyki: 26.3min, 11.8pkt, 3.8zb, 3.1as, 1.1prz, 2.1st
    Skuteczność: 37 FG%, 33 3P%, 77 FT%
    Poprzednia pozycja: 6

    Spisywał się na tyle dobrze, że został kolejnym debiutantem, który mecze zaczyna w pierwszej piątce. Walker wciąż jednak ma problemy z odnalezieniem się w NBA i przeplata lepsze spotkania z gorszymi. Przede wszystkim poprawić musi skuteczność, ale w porównaniu do początku sezonu widać postępy w jego grze i dlatego jest wyżej niż Shumpert

  6. Iman Shumpert – New York Knicks
    Draft: #17 – 2011
    Pozycja: SG
    Statystyki: 30.5min, 10.9pkt, 3.5zb, 3.3as, 2.3prz, 2.7st
    Skuteczność: 36% FG%, 30 3P%, 86 FT%
    Poprzednia pozycja: 4

    Czar prysł i po udanych pierwszych występach zaczęły wracać złe nawyki z NCAA. Mimo, że gra dłużej nie przekłada się to na jego efektywność i ma najgorszą skuteczność wśród debiutantów ze średnią punktową powyżej 10 punktów. Ratuje go trochę większa liczba asyst czy przechwytów, ale po dobrym początku oczekiwania w stosunku do niego były nieco większe.

  7. Derrick Williams – Minnesota Timberwolves
    Draft: #2 – 2011
    Pozycja: PF
    Statystyki: 20.3min, 8.4pkt, 4.5zb, 0.8as, 0.6prz, 1.2st
    Skuteczność: 44 FG%, 27 3P%, 63 FT%
    Poprzednia pozycja: 11

    Gdy dostaje więcej minut spisuje się dobrze, gdy gra krócej nie zawsze potrafi odnaleźć swój rytm. W ostatnim czasie więcej było jednak tych pierwszych spotkań i stąd takie miejsce Williamsa. Szczególnie u boku Rubio bardzo dobrze wykorzystywane są jego atuty atletyczny, które wraz ze spadkiem skuteczności za trzy stały się jego najlepszą bronią. Jeśli utrzyma formę z ostatnich czterech spotkań wkrótce w rankingu powinien powędrować nieco wyżej.

  8. Tristan Thompson – Cleveland Cavaliers
    Draft: #4 – 2011
    Pozycja: PF
    Statystyki: 18.1min, 7.8pkt, 4.9zb, 1.1bl, 1.3st
    Skuteczność: 48 FG%, 40 FT%
    Poprzednia pozycja: 8

    W żadnym meczu w tym sezonie nie grał dłużej niż 25 minut, zazwyczaj na boisku przebywając po kilkanaście minut i jest przy tym bardzo efektywny (i często efektowny). Coraz częściej widoczne są jednak jego braki w ataku i grze tyłem do kosza, ale w kilku meczach zdążył już pokazać swój spory potencjał i spokojne wprowadzanie go do gry w przyszłości powinno przynieść pozytywne efekty.

  9. Norris Cole – Miami Heat
    Draft: #28 – 2011
    Pozycja: PG
    Statystyki: 21.6min, 8.8pkt, 1.8zb, 2.6as, 1.1prz, 1.8st
    Skuteczność: 42 FG%, 26 3P%, 74 FT%
    Poprzednia pozycja: 5

    Im dłużej trwa sezon, a Heat zmagają się z różnymi kontuzjami, tym coraz bardziej widać jak bardzo korzystał na obecności pozostałych gwiazd w drużynie. Wciąż na boisku przebywa mniej więcej tyle samo minut, a pogorszeniu uległy niemal wszystkie statystyki. Jak na razie to jeden z lepszych zawodników tego Draftu i pominąć go w zestawieniu nie można.

  10. Chandler Parsons – Houston Rockets
    Draft: #38 – 2011
    Pozycja: SF/PF
    Statystyki: śr. 23.5min, 7.1pkt, 5.4zb, 1.7as, 1.3prz, 0.6bl, 0.8st
    Skuteczność: 44 FG%, 24 3P%, 40 FT%
    Poprzednia pozycja: 15

    Dość niespodziewanie wskoczył do pierwszej piątki Rockets i już teraz gra dłużej niż Chase Budinger czy Patrick Patterson. Na boisku pokazuje dokładnie to z czego znany był na uczelni czyli sporą wszechstronność. Nawet jeśli nie zdobywa punktów, to wspomaga kolegów na zbiórce i w defensywie, czy dobrymi podaniami otwiera im drogę do kosza. Aż tak udanej gry w jego wykonaniu chyba nikt się nie spodziewał.

Gracze z szansami na Top 10 (kolejność przypadkowa):

Jimmer Fredette – Sacramento Kings
Draft: #10 – 2011
Pozycja: PG
Statystyki:śr. 22.7min, 6.5pkt, 1.4zb, 2.1as, 0.6prz, 1.4st
Skuteczność: 36 FG%, 36 3P%, 87 FT%

Kawhi Leonard – San Antonio Spurs
Draft: #15 – 2011
Pozycja: SF
Statystyki: 24.1min, 7.2pkt, 5zb, 0.2as, 1.2prz, 0.7st
Skuteczność: 45 FG%, 26 3P%, 61 FT%

Markieff Morris – Phoenix Suns
Draft: #13 – 2011
Pozycja: PF
Statystyki: 21.1min, 7.2pkt, 5.0zb, 1.1as, 0.7prz, 0.5bl, 1.3st
Skuteczność: 44 FG%, 49 3P%, 78 FT%

Enes Kanter – Utah Jazz
Draft: #3 – 2011
Pozycja: PF/C
Statystyki: śr. 14.1min, 5.2pkt, 5.1zb, 0.5bl, 0.6st
Skuteczność: 60 FG%, 71 FT%

Jon Leuer – Milwaukee Bucks
Draft: #40 – 2011
Pozycja: PF
Statystyki: 16.6min, 6.9pkt, 3.5zb, 0.8as, 0.5bl, 0.5st
Skuteczność: 56 FG%, 40 3P%, 89 FT%

Nikola Vucevic – Philadelphia 76ers
Draft: #16 – 2011
Pozycja: PF/C
Statystyki: 15.3min, 5.2pkt, 4.8zb, 0.8as, 0.7bl, 0.5st
Skuteczność: 53 FG%, 50 3P%, 28 FT%


Kategoria: Rookies - Tagi: derrick williams, iman shumpert, jimmer fredette, kemba walker, kyrie irving, marshon brooks, ricky rubio, Rookie Ranking

NCAA: Zapowiedź XII tygodnia

sty27
2012
Dodaj komentarz Kosi

Spóźniona zapowiedź tygodnia, czyli tak naprawdę zapowiedź najciekawszych spotkań z soboty i niedzieli. Dziś tylko 10 meczów, a najlepiej zapowiada się pojedynek Harvard z Yale i już wiecie dlaczego pomijam piątek. Nie zrozumcie mnie źle, Harvard to całkiem dobra drużyna i prawdopodobnie mają jeden z najlepszych składów w historii uczelni, jednak to wciąż nie jest zespół, który zainteresuje większość (wszystkich minus ja?) czytelników Czwartej Kwarty.

Zanim przejdziemy do zapowiedzi pokrótce, to co się wydarzyło w pierwszych czterech dniach tego tygodnia. Syracuse poradziło sobie z Cincinnati 60:53, Michigan po emocjonującym spotkaniu pokonało Purdue 66:64, Missouri uległo Oklahoma State 72:79 i to jest „must see game”, Louisville wygrało z Villanova 84:74, Wisconsin pokonało Indiana 57:50. Jeśli ktoś ma wolną chwilę i chęci warto te spotkania obejrzeć, ze wskazaniem na wyróżniony mecz.

Linki do streamów szukamy tu:
firstrowsports.tv
lshunter.tv
Forum WiZiWiG

Sobota

18:00 – Duke vs. St. John’s
Zespół St. John’s od początku sezonu gra praktycznie w siódemkę, z czego tylko jeden zawodnik był w drużynie w poprzednim sezonie. Co gorsza trener Steve Lavin z powodów zdrowotnych opuścił większość spotkań i nie będzie trenował drużyny do końca rozgrywek. Nie dziwią więc słabe wyniki i serie kolejnych porażek, ale jednocześnie lekceważyć ich nie można o czym przekonały się ostatnio ekipy Cincinnati oraz West Virginia. Blue Devils natomiast mimo znacznie lepszego składu od początku sezonu graja w kratkę, a kolejne zwycięstwa często ratują im indywidualne umiejętności poszczególnych graczy. Austin Rivers, Ryan Kelly, Seth Curry, Mason Plumlee, Andre Dawkins, to tylko piątka nazwisk, bo ukrytego potencjału jest tam znacznie więcej. W Red Storm wyróżnia się zaś trójka Moe Harkless, D’Angelo Harrison oraz God’sgift Achiuwa.
Draft watch: Austin Rivers, Mason Plumlee, Seth Curry, Maurice Harkless

18:00 – Villanova vs. Marquette
Villanova gra bardzo nierówno i tak naprawdę w tym sezonie nie odniosła żadnego cennego zwycięstwa. I choć obecnie wydaje się to mało realne, jeśli Wildcats myślą o grze w NCAA Tournament przyda im się bardzo ewentualne zwycięstwo z Marquette. Maalik Wayns wyrósł na prawdziwego lidera zespołu i to od jego postawy zależy najwięcej. Na obwodzie wspomaga go Dominic Cheek, a pod koszem bardzo dobrze radzi sobie atletyczny Mouphtaou Yarou, który powoli zaczyna spełniać pokładane w nim oczekiwania. Z drugiej strony Golden Eagles w tym sezonie przegrali tylko 4 razy, a Darius Johnson-Odom i Jae Crowder wciąż nie zwalniają tempa. Drużyna Marquette wygrała 5 ostatnich spotkań z rzędu i ciężko wyobrazić sobie inny scenariusz niż kolejne pewne zwycięstwo. 19 grudnia przegrali jednak na wyjeździe ze średnim zespołem LSU, więc i grająca u siebie ‘Nova nie jest wcale na straconej pozycji.
Draft watch: Mouphtaou Yarou, Darius Johnson-Odom, Jae Crowder

19:00 – Syracuse vs. West Virginia
21 zwycięstw i 1 wpadka z Notre Dame. To tegoroczny bilans Syracuse i można powiedzieć, że Orange wyraźnie odjechali pozostałym konkurentom z Big East. Wprawdzie najtrudniejsze pojedynki dopiero przed nimi, ale nie ma co liczyć na znaczący wzrost liczby porażek. Orange po prostu mają zbyt szeroki skład i niemal dwie równe piątki. Niestety z powodu słabych ocen zawieszony do odwołania został Fab Melo, czyli centralna postać świetnej defensywy Syracuse. Z nim w składzie mają bilans 20-0, bez niego 1-1. I choć obecnie zbyt wcześniej, by wyciągać wnioski, to pojedynek z West Virginia powie nam na ten temat coś więcej. W Mountaineers to właśnie silny skrzydłowy Kevin Jones jest najjaśniejszą postacią w zespole, a bez Melo pod koszem zatrzymać go łatwe nie będzie. Na obwodzie wspomaga go zaś doświadczony Darryl Bryant. W Orange wyróżnia się przede wszystkim Kris Joseph, ale równie istotną role w zespole ma wychodzący z ławki Dion Waiters.
Draft watch: Kris Joseph, Dion Waiters, Rakeem Christmas, Kevin Jones

19:00 – Baylor vs. Texas
Bears po dwóch porażkach z rzędu wracają na dobrą drogę. W ostatnim meczu pokonali Oklahoma i teraz powinno być podobnie. Zespół Baylor ma wszystkie atuty po swojej stronie, tym bardziej, że coraz lepiej radzi sobie Quincy Miller, a do pierwszej piątki wskoczył rozgrywający Pierre Jackson. Poza nimi są jeszcze Perry Jones, czyli najlepszy gracz drużyny z papierami na wybór w Top5 oraz atletyczny Quincy Acy. W Longhorns wyróżnia się trójka J’Covan Brown, Sheldon McClellan i Myck Kabongo, ale wydaje się, że tylko ten pierwszy jest w stanie realnie zagrozić rywalom. Dobra gra Browna przeciwko tak atletycznym drużynom, jak Baylor może być dla niego przepustką do najbliższego Draftu.
Draft watch: Perry Jones, Quincy Miller, J’Covan Brown, Myck Kabongo

19:30 – Florida vs. Mississippi State
Mecz dnia, wieczoru i prawdopodobnie tygodnia. Dwie czołowe drużyny NCAA (z AP Top25), a przede wszystkim kandydaci do wygrania konferencji SEC. Zaskakuje szczególnie bardzo dobra postawa drużyny Mississippi State, która pokazuje, że nawet ze słabo grającym Renardo Sidney’em są w stanie sporo wygrywać. Na wyższy poziom wzbił się Arnett Moultrie, który ze średnimi na poziomie 17-11 bardzo dobrze zastąpił swojego bardziej znanego kolegę i już teraz jest w notesach chyba wszystkich skautów NBA, a doświadczony rozgrywający Dee Bost mimo nie najlepszej skuteczności zaczyna grać jak na prawdziwego lidera przystało. Jego pojedynek z Kenny’m Boynton’em będzie zapewne ozdobą meczu, ale równie ciekawie powinno być pod koszem gdzie wspomnianego Moultrie’a spróbuje powstrzymać znany z bardzo dobrej defensywy Patric Young. W Gators są jednak jeszcze niezwykle utalentowany Bradley Beal oraz Erving Walker czy Erik Murphy. I choć na papierze to Florida wygląda znacznie lepiej, to lekceważyć Bulldogs w tym sezonie nie można.
Draft watch: Bradley Beal, Patric Young, Arnett Moultrie, Dee Bost

20:00 – Iowa State vs. Kansas
Royce White kontra Thomas Robinson. Zawodnik od wszystkie w Iowa State kontra podkoszowa bestia Kansas i jednocześnie pewniak do wyboru w pierwszej 10 Draftu. W pierwszym ich starciu to White wypadł znacznie lepiej od swojego bardziej rozpoznawalnego konkurenta, ale lepsze wsparcie miał Robinson, dzięki czemu Jayhawks pewnie wygrali. Szczególnie Tyshawn Taylor, który w końcu ograniczył straty i zaczął grać skuteczniej spisał się świetnie, i w najbliższym meczu może być podobnie. Wszystkie oczy ponownie będą jednak zwrócone na dwóch panów pod koszem.
Draft watch: Royce White, Thomas Robinson, Tyshawn Taylor, Elijah Johnson

1:00 – Arizona vs. Washington
Ciekawy mecz w konferencji Pac-12, a tych w tym sezonie niewiele. Drużyna Washington prowadzona przez Tony’ego Wrotena i Terrence’a Rossa zmierzy się z nieprzewidywalnym zespołem Arizon, w którym wyróżniają się Kyle Fogg, Solomon Hill i Jesse Perry. W Huskies dwójkę liderów bardzo dobrze wspomaga zapominany często C.J. Wilcox, w Wildcats natomiast istotne role pełni dwójka Freshmanów Nick Johnson i Josiah Turner. Faworytem jest zespół Huskies, który z ostatnich 10 spotkań wygrał 8, a coraz lepiej spisuje się Tony Wroten. Grająca jednak bardzo zespołowo Arizona łatwym rywalem na pewno nie będzie.
Draft watch: Josiah Turner, Terrence Ross, Tony Wroten

2:00 – North Carolina State vs. Virginia
Bardzo dobra okazja, by dowiedzieć się kim jest Mike Scott, czyli jeden z najlepszych graczy w NCAA, o którym prawie się nie mówi. Na przeciw niego stanie dobry obrońca C.J. Leslie, który nie zawsze równie dobrze radzi sobie w ataku. Ich pojedynek może być kluczowy dla losów tego spotkania, ale nie można zapomnieć o pozostałych graczach z pierwszej piątki North Carolina State. Scott Wood, Lorenzo Brown, C.J. Williams, czy Richard Howell w drużynie pełnią równie ważne role, a problemem jest słabsza ławka rezerwowych Wolfpack. I choć w Cavaliers oprócz Joe Harrisa, czy Sammy’ego Zeglinskiego nikt specjalnie się nie wyróżnia, na ich korzyść działa bardzo dobra zespołowa defensywa. Rywalizacja dwóch drużyn walczących o trzecie miejsce w konferencji ACC.
Draft watch: C.J. Leslie, Lorenzo Brown, Mike Scott

2:00 – Seton Hall vs. Louisville
Wspominałem w jednej z zapowiedzi, że po bardzo dobrym początku dopiero najbliższe mecze zweryfikują potencjał Seton Hall i jak na razie Pirates przegrali wszystkie trzy mecze, a najtrudniejsze spotkania dopiero przed nimi. Mecz z Louisville będzie pierwszym z nich, a Herb Pope, Jordan Theodore czy Fuquan Edwin będą musieli naprawdę się postarać by ich zespół odniósł tu zwycięstwo. Agresywna obrona Cardinals powinna więc tu odegrać kluczową role, bo poza wspomnianą trójką skład Seton Hall wygląda słabo. Louisville w odpowiedzi ma bardzo szeroką rotacje, gdzie najważniejsze role pełnią Kyle Kuric, Russ Smith, Gorgui Dieng, Chris Smith, Chane Behanan i Peyton Siva.
Draft watch: Herb Pope, Gorgui Dieng

3:00 – Brigham Young vs. Saint Mary’s
Mecz na szczycie w konferencji WCC i rewanż za spotkanie z 29 grudnia. Wtedy to Saint Mary’s pewnie rozprawiło się z BYU i w rezultacie w swojej konferencji jeszcze nie przegrali. Tym razem jednak to Cougars będą gospodarzami, a jak trudno się gra na ich terenie niech świadczy minimalnie porażka z mocną ekipą Baylor. W poprzednim pojedynku Noah Hartsock, Brandon Davies, Matt Carlino i Charles Abouo nie poradzili sobie przeciwko dwójce, ale za to bardzo dobrych graczy Gaels, i to Matthew Dellavedova oraz Rob Jones mogli cieszyć się z cennego zwycięstwa. Jak będzie tym razem? Emocji na pewno nie zabraknie.
Draft watch: Brak

Mecze Polaków
22:00 – Radford vs. Liberty
23:00 – Texas State vs. Texas-Arlington
0:00 – Eastern Michigan vs. Bowling Green
2:00 – Louisiana Tech vs. Nevada
3:00 – Idaho State vs. Weber State

Niedziela

18:00 – Connecticut vs. Notre Dame
Connecticut w tym sezonie z Notre Dame już raz wygrało, jednak za sprawą ostatnich zwycięstw nad Syracuse czy Seton Hall, to właśnie gracze Fighting Irish do meczu będą przystępować z lepszym nastawianiem. Huskies natomiast dwa ostatnie mecze przegrali i bardzo potrzebują tu zwycięstwa. Shabazz Napier, Jeremy Lamb, Andre Drummond, czy Alex Oriakhi to nazwiska, które powinny wystarczyć za argument, kto tu jest faworytem. W koszykówce nie grają jednak nazwiska, a zespoły i tu chyba nieco lepiej wypada grająca bez gwiazd ekipa Notre Dame. Trio Eric Atkins, Jerian Grant oraz Jack Cooley bardzo dobrze uzupełnia reszta składa i stąd tak zaskakujące wyniki Fighting Irish.
Draft watch: Jeremy Lamb, Andre Drummond, Alex Oriakhi

19:00 – Ohio State vs. Michigan
O sile Michigan stanowią gracze obwodowi i choć Tim Hardaway Jr, czy młody rozgrywający Trey Burke spisują się bardzo dobrze, to Wolverines nie maja praktycznie żadnej odpowiedzi na Jareda Sullingera, który po drobnej kontuzji wrócił już do pełnej formy. Dodatkowo w Buckeyes są jeszcze bardzo utalentowani William Buford czy Deshaun Thomas, a wszystkim kieruje Aaron Craft. Znany z bardzo dobrej defensywy rozgrywający Ohio State prawdopodobnie bardzo utrudni grę niedoświadczonemu rywalowi, a wtedy nawet słabsza postawa lidera OSU niewiele tu zmieni. Inny scenariusz niż zwycięstwo Buckeyes będzie ogromnym zaskoczeniem, ale już nie takie rzeczy zdarzały się w NCAA.
Draft watch: Jared Sullinger, William Buford, Deshaun Thomas, Tim Hardaway Jr


Kategoria: NCAA - Tagi: ncaa, Zapowiedź tygodnia

Rubio vs Irving

sty27
2012
6 komentarzy lorak

Na początku muszę od razu przyznać się do tego, że byłem bardzo sceptycznie nastawiony do Rubio. To znaczy nie wątpiłem, że koszykówka NBA lepiej wykorzysta jego możliwości i dzięki temu na pewno będzie wykręcał fajne statystyki (dlatego wziąłem go w dwóch z trzech jednosezonowych lig fantasty w których gram). Wątpiłem jednak w jego wartość jako rozgrywającego. Czy można się jednak temu dziwić? Nawet naczelny scout ESPN, David Thorpe, napisał ostatnio w Insiderze, że Ricky przez dwa ostatnie sezony wyglądał po prostu słabo, całkowicie stracił gdzieś ten polot, którym zachwycał jeszcze w 2009 roku. W każdym razie z ciekawością zasiadłem do oglądania debiutu Rubio i już tym pierwszym meczem sprawił, że całkowicie uległem jego urokowi. Tych jego podań po koźle nigdy nie zapomnę, patrzenie na to było po prostu przyjemnością jakiej się oczekuje od koszykówki.

Co najważniejsze, Rubio od razu pokazał też, że będzie bardzo dobrym rozgrywającym. Nie tylko pięknie asystuje, ale dobrze kontroluje tempo i widzi dosłownie wszystko oraz przede wszystkim ma tą rzadką w dzisiejszych czasach cechę, że woli podać dobrze ustawionemu partnerowi niż samemu rzucić. Właściwie czasem to aż przeradza się w wadę, bo Ricky miewa momenty, gdy jednak powinien oddać rzut. Na przykład nawet w tym jego debiucie z łatwością mijał pierwszą linię obrony i wchodził pod kosz, ale zamiast rzucić z dobrej pozycji, to podawał na obwód.

Skoro już przy tym jesteśmy, to należy powiedzieć, że obawy o ten element gry były jednak uzasadnione. Na początku źle to nie wyglądało jeśli o chodzi o skuteczność (choć mechanika rzutu cały czas pozostawiała wiele do życzenia) i Rubio trafiał nawet clutch trójki – tylko że jednak w większości z wolnych pozycji. Gdy rywale przestali go już tak odpuszczać, to i skuteczność poleciała mu w dół. Jako rezerwowy miał 46% za 2 oraz 47% za 3. Jako starter odpowiednio 30% i 26%. Oczywiście są to ciągle bardzo małe próbki, szczególnie zepsute przez pięć ostatnich spotkań (mecze w stylu 1/11 czy 4/16 FG), więc nie jest wykluczone, że za kilka tygodni Rubio będzie wyglądał tu lepiej. Szczególnie, że w rzutach wolnych wypada bardzo dobrze (82% w sezonie, 91% jako starter), a to jest świetny wyznacznik jakości jumperka. Tak więc może to nie technika (bo nawet ze złą można rzucać dobrze) szwankuje u Rubio, a po prostu zwiększona atencja defensywy (do czego z czasem się przyzwyczai), co spowodowało trochę złych decyzji, do których jako debiutant jak najbardziej miał prawo.

Oprócz rozgrywania ogromną zaletą Rubio jest również jego defensywa. Widziałem sporo meczów Wolves w tym sezonie i z każdym kolejnym Ricky coraz bardziej mi imponuje w tym elemencie. Już zupełnie nie dziwię się dlaczego parę lat temu był wybrany najlepszym zawodnikiem ACB w obronie. Oczywiście na pewno nie raz będzie jeszcze mowa o tym, jak świetny jest on w przechwytywaniu piłki. W sezonie notuje 2,6 SPG (co daje mu drugie miejsce w lidze), ale jako zawodnik pierwszej piątki aż 3,8 – jest to wynik nieznacznie lepszy niż rekord NBA ustanowiony w sezonie ’86 przez Alvina Robertsona. Jeśli by więc Rubio utrzymał taki poziom w tym elemencie, to na pewno zaczęto by o nim mówić jako o kandydacie do DPOTY. Na tą nagrodę nie zasłuży, bo nawet z 4 przechwytami na mecz nie miałby takiego wpływu na obronę jak choćby Dwight, ale już samo bycie w gronie najlepszych obwodowych defensorów w rookie sezonie robi wrażenie.

Piszę o tym wszystkim, ponieważ między innymi z tych względów uważam, że najlepsze porównanie dla Rubio to Jason Kidd. Również wolący podać niż rzucić i robiący to w sposób piękny dla oka, również świetny defensywnie (oraz tak samo wysoki jak na PG, bo aż 6-4) i nawet również podobnie słaby pod względem rzutu. Oczywiście są pewne istotne niuanse, jak choćby to, że Rubio jest lepszy na pick and rollach niż młody Kidd, ale ogólnie takie porównanie uważam za bardzo dobre. Natomiast drugi bohater tego wpisu jest moim zdaniem podobny do Chrisa Paula.

Irving na pewno nie jest tak efektowny jak Rubio i myślę, że przede wszystkim dlatego póki co mówi się o nim mniej. Nie znaczy to jednak, że jest zawodnikiem gorszym od Hiszpana. Porównanie między nimi jest trochę utrudnione ze względu na to, że mimo iż Kyrie od początku gra w pierwszej piątce, to ogólnie na parkiecie spędza aż 5,5 MPG mniej niż Ricky. Jednak niezależnie od ilości minut Rubio póki co jest zdecydowanie lepszym podającym (per 36 minut RR ma 9,4 APG, a Irving 6,4 przy większej ilości strat). Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że Iriving jest słabym rozgrywającym. Te różnice raczej wynikają z posiadanych partnerów, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że np. Love to jeden z najlepszych ofensywnie wysokich, lepszy w ataku niż wszyscy podkoszowi Cavs razem wzięci. Wielkość Irvinga w kreowaniu widać najlepiej w tym, w czym CP3 jest świetny i co nazywa się creasing – przykład takiej akcji możecie zobaczyć poniżej:

W ogóle zachęcam do przeczytania ciekawej analizy playmakingu Irvinga, która znajduje się tutaj. Co do tego, że Rubio jest lepszy w defensywie to nie ma już żadnych wątpliwości. Warunki fizyczne mają tu jednak znaczenie, a Kyrie jest zwyczajnie mniejszy (nie tylko niższy, ale i jego zasięg ramion nie jest tak imponujący) niż Ricky. Ma on też znacznie mniej doświadczenia (zaledwie 11 meczów w NCAA vs kilkuletnia kariera Rubio na arenie międzynarodowej) i jest młodszy, więc nawet jeszcze za wiele w obronie nie umie. Z czasem jednak na pewno polepszy się w tym elemencie, choć nigdy nie dorówna tu Hiszpanowi.

Irving przewyższa go za to jako scorer. Rozgrywający musi stanowić zagrożenie w ataku, ale jednocześnie nie przesadzić i nie stać się Marburym czy Francisem. CP3 lub Nash byli w tym świetni i nie raz w playoffs ciągnęli drużynę poprzez zdobywanie punktów. Kyrie wydaje się mieć podobne umiejętności w tym względzie. Jest bardzo rozważnym graczem i widać to po jego efektywności: 21,6 PPG per 36 minut, 58,2 TS%,w tym 40,4% za 3 – we wszystkich tych elementach jest znacznie lepszy niż rookie CP3

Oczywiście takie teoretyczne porównania czasem nie mają przełożenia na faktyczną grę, dlatego dobrze, że przynajmniej ten jeden raz nasi bohaterowie spotkali się już w bezpośrednim pojedynku. Razem na parkiecie przebywali tylko niecałe 14 minut i przez większość czasu pilnowali się nawzajem. Kyrie przeciw Rubio miał 1/3 FG, 1 stratę oraz 2 F faule (RR po nich miał 2/4 FT) i sam też był tyle razy faulowany przez Rubio (2/2 FT). Ricky z kolei miał tylko jeden niecelny rzut przeciw Irvingowi i nie zaliczył żadnej straty. To tyle jeśli chodzi o suche statystyki, a jak to wyglądało w grze?

Rubio popełnił dwa znaczące błędy w obronie. Jeden przechodząc pod zasłoną (potem jednak na pickach bronił lepiej przechodząc wysoko i nie odpuszczając), co dało Irvingowi trójkę z wolnej pozycji (którą trafił), a drugi ryzykując próbą przechwytu (ale ryzyko było uzasadnione – Varejao podawał stojąc za linią trzech punktów), co Irving wykorzystał uciekając za plecy RR i ściągając na siebie obronę, po czym podał do Jamisona, który trafił layupa.

Kyrie natomiast miał więcej błędów w defensywie, szczególnie był ogrywany jeden na jednego, gdy Rubio popisywał się kozłem za plecami (w tym 3:40 do końca drugiej kwarty – jak ktoś ma league pass, to polecam zobaczyć). Poza tym pokazał się z bardzo dobrej strony w rotacjach i broniąc wyższych graczy. W samej drugiej kwarcie parę razy zdarzyło się tak, że musiał pilnować wysokich Minnesoty. Najpierw pod koszem został z Randolphem i dzięki solidnej D wymusił jego niecelny rzut, potem z kolei Beasley dostał piłkę na post up będąc krytym przez Kyrie i ten mu ustał wymuszając stratę. Zaliczył też jeden chasedowon blok na Ridnourze. To dość imponujące momenty jak na tak niskiego i młodego zawodnika, więc byłem pozytywnie zaskoczony jego orientacją w obronie i opanowaniem fundamentals.

W ataku Rubio trochę przesadzał z tym, o czym mówiłem na początku – mimo że udało mu się wykreować dobrą pozycję, to nie rzucał lecz podawał, a jak rzucał to pudłował rzut będąc niekrytym (jak ta akcja z 3:40 w drugiej kwarcie). Irving z kolei miał dużo strat (aż 5 gdy razem z RR przebywał na parkiecie, ale tylko jedna z nich wynikła z obrony Hiszpana) i niewiele asyst, ale kilka razy ściągał na siebie obronę, co tworzyło pozycję dla jego partnerów i zaliczał tak zwaną hokejową asystę. Obaj niewiele rzucali (choć Irving i tak zdobył 6 punktów przy 4 FGA w czasie, gdy razem przebywali na boisku), nie forsowali gry pod siebie i przede wszystkim kreowali innych – co wychodziło im bardzo dobrze, nawet jeśli nie zaliczyli wielu asyst.

Niestety te 14 minut to zdecydowanie za krótko, by wyciągać jakieś poważniejsze wnioski, a na ich następne spotkanie przyjdzie nam poczekać do nowych rozgrywek. W każdym razie póki co Rubio na pewno ma lepszy sezon, ale to po części wynika z tego, że dłużej przebywa na parkiecie. Poza tym Irving jest młodszy i ma dużo mniej doświadczenia dlatego o ile na dziś dzień trzeba powiedzieć „Ricky > Kyrie”, to już za rok może wyglądać to odwrotnie. Nawet jeśli Irving nie zbliży się do poziomu CP3 pod względem rozgrywania, to bardzo realny jest scenariusz w stylu Rose’a – czyli guard zdobywający wiele punktów i przy tym będący bardzo dobrym rozgrywającym. Niezależnie jednak od tego który z nich będzie lepszy i któremu będzie bliżej do innych wielkich point guards, to cieszy, że pojawiło się dwóch tak świetnych zawodników na tej pozycji akurat w momencie, gdy kończą się kariery Kidda i Nasha.


Kategoria: NBA 11/12 - Tagi: kyrie irving, ricky rubio

NBAcodziennie: Celtics znowu niszczą Magic

sty27
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Przyjazd Celtics do Orlando miał być idealną okazją dla Magic, aby zrewanżować się za poniedziałkową klęskę w Bostonie. I tak do tego meczu podeszli gospodarze. Bardzo dobrze rozpoczęli to spotkanie i już w drugiej kwarcie uzyskali 27-punktowe prowadzenie, natomiast pierwszą połowę zakończyli mając 58 punktów, dwa więcej niż w całym poprzednim meczu z Celtics. Wydawało się, że Magic są na najlepszej drodze do łatwego zwycięstwa. Jednak w drugiej połowie goście z Bostonu przypomnieli sobie, że jeszcze kilka dni temu zniszczyli tą drużynę, że wiedzą jak się z nimi wygrywa i znowu uruchomili swoją niesamowitą obronę. W rezultacie, Magic ponownie byli zupełnie bezradni, tak samo jak w Bostonie. Po przerwie zdobyli tylko 25 punktów, niewiele więcej niż poprzednio, kiedy mieli ich wtedy 20. Totalna destrukcja gospodarzy nastąpiła w czwartej kwarcie, którą Celtics wygrali 27-8. Ostatnie 12 minut goście rozpoczęli od serii 15-1 i przejęli prowadzenie. Magic w tym czasie spudłowali wszystkie swoje 7 rzutów z gry, trafili tylko jeden z 6 wolnych i popełnili 3 straty. Ostatecznie, w całej czwartej kwarcie do kosza wpadły tylko 2 z ich 17 rzutów z gry. Celtics po raz kolejny grali bez Rondo i Allena, a do tego nieobecny był O’Neal, ale ponownie nie stanowiło to dla nich dużego problemu. W czwartej kwarcie poprowadzili ich Pierce i debiutant Moore, obaj zdobyli wtedy po 10 punktów.

Pierce w całym spotkaniu zanotował 24 punkty, 10 asyst i 6 zbiórek. Ponownie zagrał jak przystało na lidera drużyny i pociągnął za sobą Celtics. W pierwszych meczach, kiedy wrócił do gry po kontuzji, nie prezentował się najlepiej, ale teraz już oglądamy Pierce’a, jakiego znamy. Gra rewelacyjnie, nie tylko jest pierwszym strzelcem drużyny, ale też pod nieobecność Rondo przejął część roli playmakrera. Celtics mają w tym momencie serię 3 zwycięstw, a Pierce w tych 3 meczach notował średnio 25.7 punktów, 9 asyst i 6.3 zbiórek.

Tymczasem E’Twaun Moore był wczoraj najlepszym rezerwowym Celtics. Wchodząc z ławki zdobył 16 punktów, trafił 5 z 6 rzutów z gry, w tym nie pomylił się ani razu zza łuku trafiając 4 trójki. A kiedy był na parkiecie przez 18 minut, Celtics byli aż 27 punktów na plusie. Warto dodać, że przed tym spotkaniem w swojej dotychczasowej krótkiej karierze w NBA zdobył on w sumie tylko 22 punkty. Natomiast we wcześniejszych 5 meczach spudłował wszystkie 9 rzutów za trzy.

Garnett miał na swoim koncie 12 punktów, 10 zbiórek, 4 asyst, 4 bloki i 3 przechwyty i  bardzo emocjonalnie podszedł do tego zwycięstwa, które Celtics musieli sobie wywalczyć wracając z -27

Magic znowu skompromitowali się w starciu z Celtics. W Bostonie zdobyli tylko 56 punktów, a teraz przed własną publicznością zmatowali ponad 20-punktowe prowadzenie i przegrali czwartą kwartę różnicą 19. Była to ich 3 porażka w ostatnich 5 meczach, po tym jak wcześniej wygrali 5 z rzędu. 16 punktów i 16 zbiórek Howarda nie wystarczyło na Celtics. On trafił połowę swoich rzutów z gry, jego koledzy tylko 35.8%.

Clippers lepsi od Grizzlies
Dzień po porażce z Lakers, Griffin i Paul poprowadzili Clippers do zwycięstwa z Grizzlies. Obaj mogli pochwalić się naprawdę świetnymi statystkami w tym spotkaniu. Griffin miał na swoim koncie 20 punktów, 9 zbiórek i najwięcej w sezonie 8 asyst, natomiast Paul zaliczył 18 punktów, 7 asyst i 7 zbiórek.

Tymczasem z ławki, w ekipie gospodarzy ponownie świetną zmianę dał Williams. Odkąd Mo wrócił do gry po 3-meczowej nieobecności, gra jak jeden z najlepszych rezerwowych w lidze. Chyba przez te 3 mecze siedząc na ławce i przyglądając się tylko grze swoich kolegów przemyślał sobie swoją obecną sytuację i pogodził się z rolą zmiennika. Przed kontuzją zdobywał średnio 10.4 punktów, po powrocie jest to ponad 20. Wczoraj zdobył 18 punktów, z czego połowę w czwartej kwarcie. Natomiast w ostatnich 5 meczach jego średnia wynosi aż 22.2 punktów z wysoką skutecznością z gry na poziomie 56.6%, w tym 54.2% za trzy. Jeśli Mo podtrzyma taką formę w dalszej części sezonu, Clippers będą mieli naprawdę bardzo mocne wsparcie z ławki.

Dla Grizzlies porażka w LA była już drugą z rzędu, po tym jak wcześniej zanotowali serię 7 kolejnych zwycięstw. Gay zdobył 24 punkty, a Gasol dołożył 18 punktów, 11 zbiórek i 6 asyst.


Kategoria: NBA 11/12, NBAcodziennie - Tagi: celtics, clippers, e'twan moore, grizzlies, kevin garnett, Magic, mo williams, paul pierce

Pacers zrewanżowali się Bulls za playoffy i mecze przedsezonowe

sty26
2012
4 komentarzy Redakcja

Krzysztof Bednarczyk

Kiedy ostatnio miałeś wobec tego zespołu takie oczekiwania, jakie czuje się teraz? – zapytał Conrad Brunner z Pacers.com Jeffa Fostera przed sezonem. W 2004 roku – odpowiedział Foster. Zeszłej nocy Pacers pokonali na wyjeździe Chicago Bulls po raz kolejny pokazując, że chcą się w tym roku liczyć w walce o czołową czwórkę na wschodzie.

To będzie fajny sezon dla kibiców Indiany. Od dobrych kilku lat fanom Pacers powtarzano, że drużyna jest w przebudowie i że muszą cierpliwie czekać na lato 2011, by doczekać się porządnych wzmocnień. Teraz widać, że było warto. Kiedy wreszcie wszyscy zauważą, że Pacers są 7-3? – pytał niedawno na łamach NBA.COM zniecierpliwiony kibic, a od tamtej pory ekipa Franka Vogela poprawiła bilans na 12-5.

Celtics u siebie i na wyjeździe, Hawks u siebie, Lakers i Bulls na wyjeździe – to lista renomowanych ofiar Indiany w tym sezonie. Nie udało się wygrać z Sixers i Magic, ale bilans 5-2 przeciwko drużynom z czołówki lub jej okolic to wynik, którego nie trzeba się wstydzić. Ostatnie dwa wyjazdowe zwycięstwa cieszą tym bardziej, że nie miał w nich udziału Jeff Foster, którego powrót po leczeniu pleców powinien jeszcze bardziej wzmocnić i tak już mocny i fajny do oglądania skład.

Zastanawiać może natomiast fakt, że Larry Bird i spółka nie zdecydowali się zaproponować przedłużenia umowy dwóm z siedmiu swoich kluczowych zawodników – Royowi Hibbertowi i George’owi Hillowi. Jednocześnie na propozycję kontraktu od New Orleans Hornets nie przystał Eric Gordon, co tylko nasiliło rozprzestrzeniane lokalnie plotki, jakoby był on kolejnym celem transferowym Pacers.

Przed Indianą, w którą nadal nikt nie wierzy (kibiców w hali nie przybywa, a blogerzy, przynajmniej polscy, zdają się postępów tej ekipy prawie nie zauważać), ciąg dalszy najcięższej w tym sezonie serii – wyjazdowe mecze z Bostonem i Orlando. Pierwsi będą chcieli zrehabilitować się po dwóch porażkach i nieco podreperować nie najlepszy bilans, drudzy zaś pokazać, że wysokie zwycięstwo przedwczoraj w Indianapolis było zasłużone. Jeżeli chodzi o Pacers, wszystko zależeć będzie od tego jak funkcjonować będą elementy, dzięki którym drużyna tak dobrze sobie ostatnio radzi – twarda obrona, zbiórki w ataku, cierpliwe dzielenie się piłką oraz skuteczna gra przez Davida Westa i Roya Hibberta w ofensywie. Jeśli to wszystko zadziała, Pacers mogą jeszcze bardziej poprawić i tak już najlepszy od lat bilans w pierwszym miesiącu sezonu.


Kategoria: NBA 11/12, Pacers - Tagi: bulls, eric gordon, george hill, jeff foster, pacers, roy hibbert

Recenzja książki – Sacred Hoops

sty26
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

Sacred Hoops była pierwszą poważną książką Phila Jacksona w mojej koszykarskiej biblioteczce (wcześniej czytałem album Journey to the Ring, w którym jest więcej zdjęć niż tekstu). Zawsze chciałem przeczytać jedno z licznych dzieł Zen Mastera, gdyż słyszałem o nich wiele pochlebnych recenzji. Kiedy w końcu, otwierając skrzynkę pocztową, zobaczyłem kopertę bąbelkową ze swoim nazwiskiem, szybko zabrałem się do czytania. To był jednocześnie jeden z tych wielu momentów, kiedy po raz kolejny oderwałem się od rzeczywistości i wróciłem do niej dopiero po przeczytaniu ostatniej strony.

Z początku myślałem, że tytuł książki odnosi się bezpośrednio do koszykówki (hoop to potoczne określenie obręczy lub, ogólnie, samej gry). Okazuje się jednak, że Phil Jackson myślał w pierwszej kolejności o legendzie usłyszanej od Indian z plemienia Lakota, z którymi zaprzyjaźnił się w dzieciństwie. Jeden z legendarnych indiańskich świętych, Black Elk, to jest Czarny Łoś, zachorował na śmiertelną chorobę, kiedy był jeszcze dzieckiem. W jednej z wizji, którą opisał później w swojej książce Czarny Łoś przemawia, opuścił on swoje ciało i poleciał do centrum Ziemi, gdzie miał widzieć duchowy kształt wszystkich rzeczy. Zauważył on wtedy, że święty okrąg jego ludzi był jednym wielu z okręgów, które razem stanowiły jeden. Zen Master chciał, aby prowadzeni przez niego koszykarze przeżyli podobne oświecenie, wyzbyli się egoizmu i poświęcili swoje indywidualne korzyści na rzecz dobra całej drużyny.

Sacred Hoops nie jest zwyczajną książką o koszykówce. Jest jednocześnie wędrówką duchową – sam autor przytacza w niej anegdotę o nauczycielu muzyki, który nie interesował się kompletnie NBA, ale uwielbiał Święte okręgi ze względu na zawarte w niej wskazówki dotyczące pracy z grupą ludzi. Zarazem jest to też minibiografia Phila Jacksona – poczynając od okresu wczesnego dzieciństwa, jego gorliwej chrześcijańskiej religijności przekazanej przez rodziców, którzy byli członkami kościoła zielonoświątkowego (ojciec był pastorem), przez jego duchową przemianę, spotkanie z filozofią Zen, grę dla Williama Reda Holzmana w New York Knicks, krótki epizod trenerski w Continental Basketball League i w końcu niewiarygodne sukcesy z Michaelem Jordanem i Chicago Bulls (do 1996 roku).

Książka Phila Jacksona obfituje w ogromną ilość szczegółów i anegdot pochodzących zarówno z jego prywatnego życia jak również z obozu Byków. Niektóre z nich są równie zaskakujące co unikatowe. Dla przykładu, Zen Master opowiada o wielu nie do końca uczciwych praktykach drużyn NBA – kiedy Los Angeles Lakers pod wodzą Magica Johnsona grali w Staples Center, zawsze starano się o to, aby piłki były maksymalnie napompowane, gdyż ich słynny playmaker lubił wysoko kozłować. Zawodnicy wolniejszych drużyn nosili przy sobie pinezki i spuszczali powietrze z piłek, aby spowolnić grę. Z kolei źli chłopcy z Detroit Pistons poszli o krok dalej – obręcz kosza przy ławce rezerwowych gospodarzy była bardziej sztywna niż ta po drugiej stronie parkietu (co było, oczywiście, utrzymywane w tajemnicy). Trener drużyny przyjezdnej wybierał na który kosz chce grać w pierwszej połowie (taka zasada obowiązywała w tamtych latach). Najczęściej goście woleli bronić w ostatnich kwartach przy swojej ławce rezerwowych, przez co nieświadomie wybierali też mniej przyjazną obręcz w czasie drugiej połowy.

Sacred Hoops jest pełna koszykówki, ale czytając kolejne strony stajemy się coraz bardziej przekonani, że jest czymś więcej, niż tylko koszykówką. Phil Jackson przedstawia nam podstawowe założenia swojej filozofii, którą kierował się zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Jej koszykarskim uosobieniem stały się Trójkąty, unikatowy system ofensywny udoskonalony przez Texa Wintera, który Zen Master wpajał każdej prowadzonej przez siebie drużynie. Do prawidłowej realizacji założeń konieczna była absolutna dyscyplina i pozbycie się egoistycznej chęci dominacji na rzecz wspólnego działania dla dobra partnerów.

Książka ta jest najlepszą, jaką dotychczas czytałem z dziedziny koszykówki. Uważam, że każdy fan NBA powinien ją przeczytać, a jeśli Twoją ulubioną drużyną są Chicago Bulls z lat 90-tych, to nawet nie przyznawaj się, że jej nie czytałeś. Kto nie czytał Sacred Hoops, nie będzie potrafił zrozumieć Phila Jacksona. Kto nie rozumie Phila Jacksona, nie pojmie fenomenu mistrzowskich Byków, a także wszystkich elementów, które składały się na sukces tej drużyny – i nie był to tylko Michael Jordan.

Nie będę silił się na napisanie większej ilości szczegółów dotyczących treści książki, bo należy ona do tych, których wielkość trudno ująć w kilku zdaniach. Część ducha Sacred Hoops przedstawia sam autor w początkowych akapitach wstępu:

To jest książka o wizji i marzeniu. Kiedy zostałem mianowany na stanowisko trenera Chicago Bulls w 1989, moim marzeniem było nie tylko zdobycie mistrzostwa, ale osiągnięcie tego w taki sposób, aby spleść w jedno moje dwie największe pasje: koszykówkę i poszukiwania duchowe.

Z pozoru może to wyglądać na szalony pomysł, ale intuicyjnie czułem, że istnieje związek pomiędzy duchowością a sportem. Poza tym, wygrywanie za wszelką cenę mnie nie interesuje. Lata, które spędziłem jako członek mistrzowskich New York Knicks nauczyły mnie, że zwycięstwa są efemeryczne. Tak, sukces przynosi satysfakcję, ale niekoniecznie sprawia, że życie staje się łatwiejsze w następnym sezonie, a nawet w kolejnym dniu. Po tym, jak skandujący tłum rozejdzie się, a ostatnia butelka szampana zostanie opróżniona, musisz powrócić na pole bitwy i zacząć wszystko od nowa.

W koszykówce – tak jak w życiu – prawdziwa radość bierze się z bycia obecnym w każdej chwili, a nie tylko wtedy, gdy wszystko idzie po twojej myśli. Oczywiście, nieprzypadkowo, jest bardziej prawdopodobne, że zdarzenia będą układały się po twojej myśli, jeżeli przestaniesz martwić się o to czy wygrasz, czy przegrasz, a zaczniesz skupiać całą swoją uwagę na tym, co dzieje się w danej chwili. W dniu, w którym przejąłem Bulls, przyrzekłem, że stworzę w nich atmosferę opartą na fundamentach wzajemnego zrozumienia i wyzbycia się egoizmu, których nauczyłem się jako chrześcijanin w domu rodziców, siedząc na poduszce w czasie praktyki Zen i czytając nauki Dakotów. Wiedziałem, że jedynym sposobem na ciągłe wygrywanie jest zapewnienie wszystkim – poczynając od gwiazd, a skończywszy na 12-tym graczu ławki rezerwowych – istotnej roli w drużynie oraz zachęcenie ich do bycia autentycznie świadomym tego, co się dzieje w danej chwili nawet, jeśli uwaga skupia się na kimś innym. Najbardziej jednak chciałem zbudować drużynę, w której indywidualne talenty zespolą się w zwiększoną świadomość grupową. Drużynę, która sięgnie po rzeczy wielkie, nie stając się sama przez to mała.


Kategoria: różne

NBAcodziennie: pierścienie i nowe kontrakty

sty26
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Miesiąc temu Mavs rozpoczęli nowy sezon od zawieszenia mistrzowskiego baneru pod kopułą hali American Airlines Center. Jak pamiętamy, świętowanie w Dallas nie trwało wtedy zbyt długo. Gdy tylko rozpoczął się mecz z Heat, cała mistrzowska magia prysła, a Mavs zupełnie nie przypominali obrońców tytułu. Zostali zniszczeni przez drużynę gości. Dzień później również przed własną publicznością łatwo przegrali z Nuggets, ale od tego czasu na własnym parkiecie byli niepokonani. Do wczoraj. Wczoraj znowu wspominali swoje zeszłoroczne mistrzostwo i znowu zakończyło się to dla nich porażką. Tym razem Wolves zepsuli im świętowanie mistrzowskich pierścieni. Zawodnicy z Dallas długo na nie czekali, powinni już je dostać w dniu otwarcia sezonu, ale lockout wszystko skomplikował i dlatego też pierścienie otrzymali z miesięcznym opóźnieniem.

Mistrzowskie pierścienie zostały rozdane i przyszedł czas na rozegranie spotkania z Wolves. Gospodarze w trzecim kolejnym meczu musieli grać bez Nowitzki’ego, a bez swojego lidera, daleko im było do mistrzowskiej koszykówki. Tymczasem goście nie zostali zaślepieni blaskiem pierścieni. Pierwsza połowa była wyrównana, ale w drugiej Wolves przejęli kontrolę nad spotkaniem i zanotowali pewne zwycięstwo. Już po raz drugi w tym sezonie pokonali obrońców tytułu. Natomiast Mavs znowu przez chwilę zapomnieli o obronie, pozwalając rywalom na 105 punktów. Tym samym, Mavs zakończyli swoją rekordową w historii klubu serię 15 kolejnych meczów, w których nie stracili 100 punktów.

Jedynym zawodnikiem z mistrzowskim pierścieniem mającym powody do zadowolenia był Barea, który tylko przyglądał się z ławki jak jego nowi koledzy, pokonują gospodarzy.

Święto Mavs przede wszystkim zniszczył Love, który wczoraj też świętował, podpisanie nowego kontraktu. Do samego końca negocjował warunki tej umowy i ostatecznie udało mu się dojść od porozumienia z Wolves. Zgodził się podpisać 4-letnią umowę wartą $61 milionów. Co prawda chciał kontraktu na 5 lat i długo się przy tym upierał, ale ostatecznie zrezygnował z tego na rzecz opcji zakończenia umowy po 3 latach. Love będzie mógł zrezygnować z ostatniego roku umowy i zostać wolnym agentem. W efekcie, daje sobie spore pole manewru. Przyszłość Wolves w tym momencie wygląda bardzo obiecująco, ale czy wykorzystają oni swój potencjał i staną się czołową drużyną zachodu w kolejnych latach? Jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli Rubio nie będzie jednak tak wybitnym rozgrywającym jak się przewiduje, a decyzje Davida Kahna nie pozwolą na zebranie dobrego otoczenia dla Love’a, lider Wolves nie będzie tu uwiązany i za 3 lata będzie mógł odjeść. Dla Kevina jest to bardzo dobra opcja, gorzej wygląda to dla Wolves. Ale sami tego chcieli, nie oferując mu maksymalnego kontraktu. Już wczoraj pisałem, że powinni zrobić wszystko, żeby zatrzymać Love’a u siebie jak najdłużej. Kahn jednak tak zapatrzył się na Rubio, że wolał zaryzykować i zachować dla niego 5-letnią umowę. Zobaczymy jak Wolves na tym wyjdą.

Póki co, mogą cieszyć się ze zwycięstwa w Dallas. Love zdobył wczoraj 31 punktów ze skutecznością 56.3%, trafiając między innymi 4 z 6 trójek. Do tego dołożył 10 zbiórek, a także po 2 bloki, przechwyty i asysty. Był to jego 6 mecz w tym sezonie z double-double zawierającym co najmniej 30 punktów. Bardzo dobrze zagrał też Rubio, na którego tak liczą władze klubu z Minneapolis. Zanotował 12 asysty i było to już jego 3 kolejny występ z dorobkiem ponad 10 asyst. Poza tym miał 17 punktów i 4 przechwyty (po raz 5 z rzędu zaliczył co najmniej 3 przechwyty). Nie można jednak pominąć, że trafił tylko 4 z 16 rzutów z gry i popełnił aż 7 strat.

Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o Milicicu. Zdobył on 8 punktów, zebrał 7 piłek i co najbardziej imponujące, zanotował 7 bloków, wyrównując tym samym swój rekord kariery. Miał tyle samo bloków co cała drużyna gospodarzy, a zaliczył ich aż tyle grając tylko 24 minuty.

Gallinari też podpisał
Podpisanie nowego kontraktu świętował wczoraj również Gallinari. Dostał od Nuggets 4-letnią umowę wartą $42 miliony i poprowadził ich do pewnego zwycięstwa w Sacramento. Był najlepszym strzelcem gości z dorobkiem 23 punktów (67% z gry), z czego 21 miał już po pierwszej połowie, którą Nuggets wygrali 66-43. Na swoim koncie miał też 5 asyst i 3 bloki. Była to 5 wygrana z rzędu Nuggets i równocześnie była to ich 5 wygrana z rzędu na wyjeździe. Tak długiej serii zwycięstw na wyjeździe nie mieli od sezonu 1976/77. Tymczasem Gallinari w 3 kolejnym meczu miał ponad 20 punktów. W Denver wszyscy oczekują, że stanie się on gwiazdą drużyny zastępując w tej roli Anthony’ego i jak na razie Gallinari prezentuje się bardzo dobrze. Ale żeby rzeczywiście potwierdzić, że jest wart pieniędzy, które Nuggets w niego zainwestowali, musi dalej się rozwijać i grać jeszcze lepiej. Ma jednak dopiero 23 lata i przyszłość należy do niego… tak przynajmniej sądzą w Denver.

Nuggets wczoraj rzucili Kings aż 122 punkty ze skutecznością 54.9% z gry. Gospodarze nie utrudniali im zadania i pozwalali na bardzo łatwe wchodzenie pod kosz, w efekcie zawodnicy gości aż 92 punkty zdobyli z pomalowanego. 20 dodali z wolnych, trafili dwie trójki, tak więc poza tym mieli jeszcze tylko 2 celne rzuty za dwa nie spod samego kosza. 92 punkty z pomalowanego to nowy rekord NBA, poprzedni wynosił 90 (ta statystyka nie ma jednak długiej historii, bo jest liczona od sezonu 2000/01).

Wracając jeszcze do podpisywania kontraktów z zawodnikami z draftu 2008. Nuggets nie tylko dogadali się z Gallinari’m, ale również podpisali umowę z Koufosem. Kontrakt dla niego jest bez wątpienia największym zaskoczeniem tego deadline’u. Rose, Westbrook, Love, Gallinari i… Koufos – to zawodnicy, którzy dostali nowe kontrakty i trzeba przyznać, że to ostatnie nazwisko dość dziwnie wygląda w tym gronie. Nuggets uznali jednak, że warto go zatrzymać i zaproponowali mu 3-letnią umowę za $9 milionów. Wysocy zawsze są w cenie, a Koufos dopiero co skończy 23 lata i jeszcze może się trochę rozwinąć.

Tymczasem kontraktu nie podpisał jednak Eric Gordon, mimo że Hornets proponowali mu 4-letnią umowę. Stern dał zielone światło, ale ostatecznie Hornets nie potrafili porozumieć się z zawodnikiem, który ma stać się ich nową gwiazdą. Gordon odrzucił ich propozycję i w offseason będzie zastrzeżonym wolnym agentem. Wygląda na to, że Hornets nie zaproponowali mu odpowiednio dużych pieniędzy, które zachęciłby go do wiązania się z Nowym Orleanem na kilka kolejnych lat. Dla NBA i Hornets nie jest to najkorzystniejsza sytuacja, bo przecież Gordon to ich najcenniejszy nabytek w zmiana za Paula i chcą go zatrzymać w drużynie. A teraz może się okazać, że Gordon tak samo jak Paul, nie będzie chciał zostać w Nowym Orleanie.

Póki co, Gordon nadal leczy kontuzję kolana. Dotychczas rozegrał tylko 2 mecze, a do gry wróci najprawdopodobniej dopiero za 3 tygodnie.

♦ Lakers zrewanżowali się Clippers za porażkę w pierwszych w tym sezonie derbach LA. Kobe zdobył 12 ze swoich 24 punktów w czwartej kwarcie, poza tym zaliczył 7 zbiórek i 6 asyst, ale też popełnił aż 6 strat. Gasol miał 23 punkty i 10 zbiórek, a Bynum 19 punktów i 4 bloki. Clippers nie pomógł powrót do gry Paula, który poprowadził ich do zwycięstwa w pierwszym meczu z Lakers. CP3 zanotował 12 asyst, ale miał tylko 4 punkty, razem z Bullupsem trafili ledwie 3 z 16 rzutów z gry. Najlepszym zawodnikiem Clippers był Griffin z dorobkiem 26 punktów i 9 zbiórek.

♦ Randy Wittman ma udany początek pracy w roli head coacha Wizards. Saunders rozpoczął ten sezon od 8 porażek, a jemu udało się wygrać już w pierwszym meczu. Chociaż nie ma co ukrywać, że zadania nie miał bardzo trudnego, bo jego drużyna zmierzyła się z bardzo słabymi i w dodatku osłabionymi Bobcats. Dla ekipy z Charlotte była to już 6 porażka z rzędu, ale trzeba dodać, że grali bez swoich dwóch najlepszych strzelców – Augustina i Hendersona.

Bobcats przegrali, ale Tyrusa Thomasa trzeba wyróżnić, ponieważ był bardzo bliski triple-double zaliczając 13 punktów, 9 zbiórek i… aż 9 bloków.

♦ D-Will wczoraj przypomniał o sobie. W tym sezonie jak na razie prezentuje się on słabo w jeszcze słabszych Nets, ale czasami zdarzają mu się takie mecze jak dwa tygodnie temu w Phoenix, czy wczoraj w Filadelfii, kiedy gra tak, jak nas do tego przyzwyczaił w ostatnich latach. Williams rozegrał świetnie spotkanie prowadząc Nets do zwycięstwa i to na bardzo trudnym terenie, gdzie goście niezwykle rzadko wygrywają. Deron zdobył punkty w ostatnich sekundach czwartej kwarty, doprowadzając do dogrywki, a w końcówce tych dodatkowych 5 minut gry trafił kluczową trójkę. Ostatecznie miał na swoim koncie 34 punkty (50%) i 11 asyst.

♦ Pamiętacie rzuty wolne spudłowane przez LeBrona w LA i porażkę z Clippers? Tym razem James nie zawiódł w końcówce. Przez ostatnią minutę i 19 sekund 6 razy stawał na linii i 6 razy trafił, zapewniając Heat zwycięstwo w Detroit. Ostatecznie miał 32 punkty, Bosh 27.

♦ Bulls po raz pierwszy w tym sezonie przegrali na własnym parkiecie. Pokonali ich Pacers.

♦ Bargnani wrócił do gry i Raptors zanotowali drugą wygraną z rzędu. Po pokonaniu Suns w Phoenix, Raptors pojechali do Sal Lake City, gdzie przegrali ostatnie 11 meczów i przerwali tą serię niepowodzeń. Wygrali po dwóch dogrywkach. Bargnani zdobył 25 punktów, tyle samo miał wchodzący z ławki Kleiza. Nie wiadomo jednak czy ta dobra passa Raptors szybko się nie skończy, bo w dogrywce Bargnani ponownie doznał kontuzji.

♦ Bucks przegrali pierwsze 8 swoich meczów wyjazdowych, ale w tym momencie mają serię 3 kolejnych zwycięstw na wyjazdach. Wczoraj byli lepsi od Rockets i przerwali swoją serię 11 porażek z rzędu w Houston. To była ich dopiero pierwsza wygrana w historii w Toyota Center.

♦ Curry is back. Młody gwiazdor Warriors od początku sezonu zmaga się z kontuzją kostki, ale wczoraj pokazał, że problemy zdrowotne ma już chyba za sobą. Starcie z Blazers było jego trzecim po powrocie do gry, po tym jak opuścił 8 kolejnych spotkań. I był to najlepszy mecz Curry’ego w tym sezonie. Zdobył 32 punkty trafiając 63.2% rzutów z gry, w tym aż 6 z 8 trójek, a do tego dołożył jeszcze 7 asyst, 6 zbiórek i 4 przechwyty. Dzięki niemu Warriors wygrali i przerwali serię 3 porażek.


Kategoria: NBA 11/12, NBAcodziennie - Tagi: clippers, danilo gallinari, deron williams, eric gordon, kevin love, lakers, mavs, nuggets, stephen curry, wolves

Wspomnienie wielkiej gwiazdy

sty25
2012
4 komentarzy Kamil Timoszuk

Dominique Wilkins wielkim koszykarzem był i basta. Co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości. Gracz takich drużyn jak przede wszystkim Atlanta Hawks, Los Angeles Clippers, Boston Celtics, San Antonio Spurs czy też Orlando Magic wszędzie gdzie był pozostawiał po sobie dobre wrażenie. Dlatego też warto zobaczyć go w akcji choćby przez chwilę.

W dniu wczorajszym nasz nowy kolega w ekipie Czwartej Kwarty czyli Tomasz Kordylewski popełnił świetny tekst biograficzny na temat właśnie tego zawodnika. W „The Human Highlight Film” nie ma właściwie żadnego fragmentu do którego można by się w jakikolwiek sposób przyczepić. Przez to jest to jeden z tych tekstów, które po prostu trzeba przeczytać.

Jako że ja sam także mam przyjemność współtworzyć Czwartą Kwartę dlatego tez chciałbym niejako wzbogacić jeszcze bardziej tą wspomnianą biografię o materiały wideo. Jakie to będą materiały? Na początek zapraszam do obejrzenia krótkiego materiału o Dominiqu Wilkinsie w kontekście jego gry w lidze NCAA. Już wtedy był on uważany za jednego z lepszych dunkerów co po przejściu na zawodowstwo czyli do ligi NBA tylko się potwierdziło. Jego pojedynki z Michaelem Jordanem w konkursach wsadów podczas Weekendów Gwiazd NBA to prawdziwa historia tego sportu.

Ten materiał to jednak tylko przystawka ponieważ głównym daniem dziś będą dwa dokumenty mówiące o tym znakomitym graczu. Pierwszy z nich to jeden z odcinków NBA Vintage, a drugi zaś ze znakomitej serii Beyond To Glory. Zapraszam do ściągnięcia ich obydwu za pomocą torrenta i obejrzenia w całości bo po prostu warto.

DOWNLOAD


Kategoria: Torrenty - Tagi: Dominique Wilkins, NBA
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • Top 10 (28.01)
  • Top 10 (27.01)
  • Top 5 (26.01)
  • The Association: Nuggets (odc.1)
  • Taniec zawodników Nuggets
  • Top 10 (25.01)
  • Dirk w roli komentatora
  • Dime Magazine
  • Top 10 (24.01)
  • The White Mamba
  • Top 10 (23.01)
  • Top 10 (22.01)

Partnerzy



NBA

Promocja

Styczniowa promocja Kulturopolis.pl w Czwartej Kwarcie
książka "Shaq Uncut"i 10 innych

w promocyjnych cenach
SPRAWDŹ SZCZEGÓŁY

Reklama

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Lockoutowy dziennik
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • NCAA
  • Overtime
  • Archiwum

W Halach NBA

  • W Halach NBA: Sixers-Bucks
  • W Halach NBA: Knicks-Sixers
  • W Halach NBA: Nets-Hawks

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • Która to kwarta?
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • where news happens
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl michael jordan Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site